Sesja buduarowa a samoakceptacja – czułość wobec siebie w praktyce
Robimy to dla naszych przyjaciół, partnerów/ek i zwierząt, dlaczego nie dla siebie?
Kiedy rozmawiam z kobietami o sesji buduarowej i samoakceptacji, bardzo często słyszę podobne historie. O życiu spędzonym na czekaniu na lepszą wersję siebie. Poprawianiu, naprawianiu i doskonaleniu. Przekonaniu, że najpierw trzeba schudnąć, bardziej się postarać albo w końcu nauczyć się lubić siebie, żeby zasłużyć na coś tylko dla siebie.
Gdybyś wkradła się do mojej głowy na tydzień, mój wewnętrzny dialog pewnie by Ciebie nie zaskoczył. Niekończąca się lista rzeczy do zrobienia, zmartwienia, melancholia, plany i nadzieje. Oprócz tego bardzo zadomowiona imposterka – wypominająca mi co mogłabym zrobić lepiej, co inne kobiety robią lepiej i dlaczego jestem gorsza. Wszystkie te same krytyczne myśli, które staram się uciszyć w umysłach swoich klientek.
Chociaż moja praca fotografki buduarowej opiera się na dostrzeganiu, co najlepsze w innych kobietach, wciąż staram się robić to samo dla siebie. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jestem absolutną optymistką i swoją własną hype girl, non-stop. Mój umysł, choć piękny w swojej kreatywności, jest też tak wrażliwy na krytykę, zmartwienia i lęki, jak Twój.
Co można z tyym zrobić? Przypisać całe to zwątpienie jako uniwersalną cechę wszystkich kobiet? Uznać, że wewnętrzny krytyk i brak samoakceptacji są po prostu częścią naszego życia? A może istnieje inna droga?

Dlaczego tak trudno zaakceptować siebie?
Co wieczór bardzo punktualnie mój królik Monty wskakuje do schodkach z walizek które mu zbudowałam na moje łóżko i daje znać, że czas na nasze rytualne głaski. Patrząc na niego i myśląc o latach które spędziliśmy razem moje serce wypełnia się po brzegi czystą miłością. Relacja zwierząt domowych i ich ludzi, (jeśli są empatyczni i doceniają zaufanie i obecność pupili w swoim życiu) to często miłość bez granic. Wiem, że wiele osób rzuciłoby wszystko, żeby zaopiekować się swoim psem, kotem czy królikiem, gdyby zaszła taka potrzeba.
Aktualizacja 2026: Dziś, kiedy wracam do tego tekstu po latach, Monty nie ma już ze mną, ale wspomnienie tych wieczorów wciąż wywołuje dokładnie to samo uczucie.
To dało mi do myślenia: „Dlaczego nie traktujemy siebie w ten sam sposób?” Nasza samoocena jest zależna od naszych zmiennych nastrojów i niemożliwych do spełnienia standardów i kanonów. Innymi słowy, jest warunkowe. „Akceptowałabym siebie bardziej, gdyby… moje pory były mniejsze, moje piersi były pełniejsze, moja skóra była bardziej miękka, moje zęby były bielsze, mój nos mniejszy, a nogi pozbawione rozstępów czy cellulitu…” Gdybym spisała wszystkie wątpliwości, jakie moje klientki zgłaszały przez lata, lista rozciągałaby się na kilometry.
A gdybyśmy po prostu powiedziały, że już wystarczy?
Nie: „Kochałabym siebie, gdyby” lub „Kocham siebie, ale…”. Dodanie tych małych słów, ale, jeśli, z wyjątkiem – skutecznie stawia korzyści płynące z samoakceptacji poza naszym zasięgiem. Kiedy przestaniesz skupiać się na poprawkach i ulepszeniach, których uważasz, że potrzebujesz, zwolnisz miejsce na znacznie więcej. Mam na myśli więcej spokoju. Więcej odwagi. Więcej pewności siebie, przestrzeni na życie w całej jego feerii doświadczeń.

Dziś jak syrena wołam Cię ku morzu
Nie ku straceniu, a raczej ku otuleniu siebie czułością, na tyle ile to dla Ciebie dziś możliwe. Wezwanie do bycia łagodną, przebaczającą i hojną wobec siebie. Następnym razem, gdy spojrzysz w lustro, spróbuj odrzucić opowieść, która mówi, że jesteś za gruba lub za chuda, za mało jędrna lub za stara, masz za małe oczy lub za duży nos; po prostu spójrz w lustro i zobacz swoją twarz. Swoje ciało, bez rozbierania go na części pierwsze, w całości. Kiedy uda Ci się uciszyć krytykę, zobaczysz tylko siebie, bez osądu, i to będzie pierwszy krok w kierunku zmiany Twojego doświadczania świata.
Skąd bierze się brak samoakceptacji?
Pamiętaj też o tym, że głosy które słyszymy w głowie ciągle krytykujące nasz wygląd często nie są wcale nasze. Odziedziczyłyśmy je po naszych babciach i mamach które mówiły o swoim lub Twoim ciele w negatywny sposób, wiecznie były na dietach. Są to też głosy kultury diety, patriarchatu w którym dorastałyśmy zanurzone w dyskursie mediów obsesyjnie komentujących ciała celebrytek. Są to też w końcu głosy całej machiny biznesowej której zależy byśmy czuły się ze sobą jak najgorzej i wydawały całe nasze pieniądze na kremy, zabiegi, suplementy, tabletki, makijaż, ubrania, operacje.
Sesja buduarowa a samoakceptacja – co może się zmienić?
Nie wierzę w obietnice błyskawicznej przemiany. Sesja buduarowa nie sprawi magicznie, że następnego dnia obudzisz się z niezachwianą pewnością siebie i bez cienia kompleksów. Gdyby to było takie proste, świat wyglądałby zupełnie inaczej.
Myślę jednak, że fotografia potrafi zrobić coś znacznie ciekawszego. Potrafi na chwilę zatrzymać nasz codzienny sposób patrzenia na siebie. Ten automatyczny skaner niedoskonałości, który od lat przeszukuje nasze odbicie w poszukiwaniu rzeczy do poprawienia.
Bardzo często słyszę od klientek, że po raz pierwszy zobaczyły na zdjęciach nie swoje kompleksy, ale siebie. Nie brzuch, nie cellulit, nie zmarszczki czy rozstępy. Siebie. Swoją energię, emocje, spojrzenie, siłę albo delikatność.
Sesja buduarowa może być też rzadką okazją do tego, by znaleźć się w centrum uwagi bez konieczności zasługiwania na to. Bez bycia produktywną, pomocną, opiekuńczą czy użyteczną dla innych. Przez kilka godzin nie musisz niczego udowadniać. Możesz po prostu być.
Czułość wobec siebie to praktyka, nie cel
Chciałabym móc napisać, że istnieje moment, w którym osiągamy pełną samoakceptację i już nigdy nie wracamy do zwątpienia. Niestety nie znam takiego miejsca.
Sama wciąż uczę się być dla siebie łagodniejsza. Nadal zdarzają mi się dni, kiedy widzę przede wszystkim swoje błędy, porównuję się do innych albo mam wrażenie, że mogłabym robić więcej, lepiej i szybciej.
Różnica polega chyba na tym, że coraz częściej potrafię zauważyć ten głos i nie traktować go jak wyroczni. Coraz częściej wybieram czułość zamiast krytyki. Nie dlatego, że zawsze przychodzi mi to łatwo, ale dlatego, że wiem już, jak wiele energii kosztuje nieustanna wojna z samą sobą.
Może samoakceptacja nie polega na tym, żeby kochać w sobie wszystko. Wystarczy zacząć od uznania, że już dziś jesteśmy warte troski, szacunku i życzliwości.
Może zaskoczysz samą siebie?
Jak wspomniałam na początku, nie jestem terapeutką ani mistrzynią zen. Nie mam recepty na wszystkie trudne emocje ani idealnej relacji ze sobą. Mam za to przekonanie, że warto próbować.
Warto od czasu do czasu zakwestionować głos, który mówi, że nie jesteś jeszcze gotowa. Że najpierw musisz coś poprawić, osiągnąć albo naprawić. Warto sprawdzić, co wydarzy się, kiedy choć na chwilę potraktujesz siebie z taką samą czułością, jaką bez wahania obdarzasz ludzi i zwierzęta, które kochasz.
A jeśli jedną z form tej czułości miałaby być sesja buduarowa – będzie mi bardzo miło Ci w niej towarzyszyć.
Sprawdź, ile kosztuje sesja buduarowa.
FAQ – sesja buduarowa a samoakceptacja
Czy trzeba lubić swoje ciało, żeby zrobić sesję buduarową?
Nie. Wiele kobiet zgłasza się na sesję właśnie dlatego, że ich relacja z własnym ciałem jest skomplikowana. Sesja nie jest nagrodą za wysoką samoocenę ani idealną samoakceptację. Możesz przyjść dokładnie taka, jaka jesteś dzisiaj.
Czy sesja buduarowa pomaga budować pewność siebie?
Dla wielu kobiet tak, choć nie zawsze w sposób, którego się spodziewają. Często nie chodzi o nagły wzrost pewności siebie, ale o spojrzenie na siebie z większą życzliwością i zauważenie rzeczy, które wcześniej umykały pod warstwą samokrytyki.
Co jeśli przez cały czas krytykuję swój wygląd?
To doświadczenie znacznie bardziej powszechne, niż mogłoby się wydawać. Wewnętrzny krytyk nie znika w jeden dzień, ale można nauczyć się słuchać go mniej uważnie. Sesja buduarowa często staje się okazją do zobaczenia siebie poza jego narracją.
Czy sesja buduarowa jest formą terapii?
Nie. Nie zastępuje terapii ani wsparcia psychologicznego. Może jednak być wartościowym doświadczeniem, które pomaga zatrzymać się, spojrzeć na siebie z nowej perspektywy i odzyskać kontakt ze swoim ciałem oraz emocjami.
Czy muszę czuć się pewnie przed obiektywem?
Nie. Większość osób fotografowanych przeze mnie nie uważa się za szczególnie fotogeniczne ani pewne siebie. Nie oczekuję od Ciebie odwagi, doświadczenia czy swobody przed aparatem. To moja rola stworzyć przestrzeń, w której będziesz mogła poczuć się bezpiecznie.
Czy warto zrobić sesję buduarową dla samej siebie?
Moim zdaniem tak. Bardzo często robimy piękne rzeczy dla bliskich – kupujemy prezenty, organizujemy niespodzianki, celebrujemy ważne momenty. Znacznie rzadziej pozwalamy sobie na doświadczenia, które są wyłącznie dla nas. Sesja buduarowa może być właśnie takim prezentem.
Co jeśli nie jestem gotowa?
Być może nigdy nie poczujesz się gotowa w stu procentach. Wiele ważnych rzeczy w życiu robimy mimo wątpliwości, a nie po ich całkowitym zniknięciu. Czasem warto zacząć nie od pewności siebie, ale od ciekawości tego, co może się wydarzyć.
Obserwuj mnie na Instagramie! @emilialyonphoto
Autorka wpisu: Emilia Lyon
Fotografka buduarowa, królowa intymności. Maluje światłem i scenografią, tworząc artystyczne, intymne fotografie, których celem jest celebracja kobiecości, i naturalnego piękna.

