Sesja zdjęciowa dla przyjemności – jak docenić siebie i celebrować kobiecość?
Chciałabym zerwać z błędnym przekonaniem, że sesja zdjęciowa dla przyjemności – nie ślubna, rodzinna czy biznesowa – to czysta próżność. Że fotografowanie siebie bez konkretnej okazji jest przejawem nadmiernego skupienia na własnym wyglądzie, kaprysem albo luksusem, na który trzeba sobie najpierw w jakiś sposób zasłużyć. Tymczasem na własne oczy widziałam wiele razy transformacyjną moc takich sesji i zmianę, jaka zachodzi w kobietach, które pozwalają sobie na to doświadczenie.
Samo podarowanie sobie kobiecej sesji zdjęciowej może być przecież bardzo prostym, ale jednocześnie niezwykle mocnym komunikatem: jestem warta tego, żeby być zobaczona i uwieczniona dokładnie taka, jaka jestem teraz. Nie dopiero wtedy, kiedy schudnę, zmienię coś w swoim wyglądzie, pozbędę się kompleksów albo osiągnę jakiś wyobrażony ideał. Właśnie teraz, w tym konkretnym momencie swojego życia, z całym bagażem doświadczeń, wspomnień, marzeń, niepewności i rzeczy, które w sobie kocham, a także tych, których jeszcze nie potrafię zaakceptować.
Trudno mi wyobrazić sobie piękniejszy sposób powiedzenia sobie, że jestem ważna i że moje życie, moje ciało oraz moja historia zasługują na uwagę. Sesja zdjęciowa dla przyjemności może być przecież czymś znacznie więcej niż kolejnym zestawem ładnych portretów. Może stać się doświadczeniem, w którym na kilka godzin przestajesz patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat tego, co chciałabyś zmienić, i zaczynasz zauważać to, co już w Tobie jest.
Nie znam lepszego komplementu i wyrazu uznania dla samej siebie, a Ty?
Sesja zdjęciowa dla przyjemności – dlaczego wydaje nam się, że na nią nie zasługujemy?
Kobieca sesja zdjęciowa wykracza poza ładne zdjęcia i poza sam wygląd fizyczny. Dobrze zrobiona skupia się na idei bycia widzianą, słyszaną i docenioną, a przecież właśnie z tym tak często mamy problem. Od najmłodszych lat uczymy się zajmować jak najmniej przestrzeni, być grzeczne, skromne, niewymagające i przede wszystkim atrakcyjne w sposób, który został dla nas wcześniej określony.
Często słyszymy, że powinnyśmy być jak najszczuplejsze, bardziej zadbane, młodsze, bardziej wysportowane albo po prostu „lepsze”, zanim pozwolimy sobie poczuć się piękne. Łatwo w takim świecie zacząć traktować własne ciało jak projekt, nad którym nieustannie trzeba pracować, zamiast jak miejsce, w którym spędzamy całe swoje życie.
Jeśli borykasz się, jak wiele z nas, ze strachem przed zajmowaniem przestrzeni, masz niskie poczucie własnej wartości i skomplikowaną relację z własnym ciałem, sesja zdjęciowa dla przyjemności może zadziałać jak swoisty manifest. Jest próbą osadzenia się we własnej fizyczności i mocnym postanowieniem poprawy w kierunku zaprzyjaźnienia się z nią, zamiast kolejnej próby jej naprawiania.
Kiedy pozwoliłaś sobie poczuć prawdziwą radość, beztroskę i zmysłowe upojenie chwilą?
Jak często zdarza Ci się być naprawdę obecną w swoim ciele, zamiast nieustannie obserwować je z zewnątrz i zastanawiać się, jak wyglądasz? Ile przyjemności odbiera Ci myślenie o tym, czy dobrze wyglądasz, czy Twoje ciało jest wystarczająco szczupłe, jędrne, młode albo atrakcyjne?
Myśli o wyglądzie potrafią skutecznie odebrać nam beztroskę. Zamiast doświadczać chwili, zaczynamy ją oceniać. Nie chcemy czuć, wolimy kontrolować. Nie pozwalamy sobie na przyjemność – odkładamy ją na później, na moment, w którym będziemy bardziej zadowolone ze swojego ciała.
Sesja kobieca może być jednym z kroków w przeciwnym kierunku. Nie jako kolejny sposób na poprawianie siebie, ale jako doświadczenie, w którym możesz na chwilę odłożyć ocenianie i pozwolić sobie po prostu być. Być obecną w swoim ciele, swojej historii i swojej kobiecości, bez konieczności spełniania żadnych dodatkowych warunków.
Właśnie dlatego traktuję sesję zdjęciową dla przyjemności jako coś znacznie bardziej osobistego niż samo fotografowanie. Jest w niej element celebracji, czułości i świadomego skierowania uwagi na siebie. Jest też przyzwolenie na to, żeby zrobić coś tylko dlatego, że sprawia Ci przyjemność, bez potrzeby tłumaczenia się z tego przed sobą czy przed kimkolwiek innym.

Po co tak naprawdę nam ten #selfcare i #selflove?
Czy naprawdę mamy czas, pieniądze i powody do celebrowania siebie, okazywania sobie uwagi i czułości? Czy nie jest to zwykły chwyt marketingowy, kolejny trend, który każe nam kupować doświadczenia opakowane w modne hasła o selfcare i selflove? Nie wystarcza sesja zdjęciowa przy okazji zaręczyn, ślubu, narodzin dzieci albo innego ważnego wydarzenia w życiu, kiedy łatwiej uzasadnić przed sobą wydatek i poświęcenie czasu na coś, co zostanie z nami na dłużej?
Wszystkie te okazje mają ze sobą coś wspólnego: najczęściej fotografujemy się wtedy, kiedy wydarza się coś, co potrafimy uznać za wystarczająco ważne. Łatwiej powiedzieć sobie „należy mi się sesja”, kiedy właśnie wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, zaręczyłam się albo osiągnęłam jakiś konkretny sukces. Znacznie trudniej pozwolić sobie na podobne doświadczenie bez zewnętrznego powodu, po prostu dlatego, że chcemy zatrzymać kawałek swojego życia i przez kilka godzin świadomie celebrować własną obecność.
Czy Twoja relacja ze sobą nie wymaga takiej samej, a może jeszcze większej uwagi?
Przez większość życia uczymy się przecież zwracać uwagę na to, co jeszcze powinnyśmy zrobić, poprawić, osiągnąć albo zmienić. Łatwo przyzwyczaić się do patrzenia na siebie przez pryzmat braków i niedoskonałości, szczególnie kiedy codzienność dostarcza nam wystarczająco wielu powodów, żeby odkładać siebie na później. Praca, dzieci, związki, obowiązki, potrzeby innych ludzi i kolejne rzeczy do załatwienia potrafią sprawić, że własne potrzeby zaczynają funkcjonować gdzieś na samym końcu listy.
Myślę, że w życiu niezmiernie ważne jest świętowanie każdego małego zwycięstwa i każdego kroku w kierunku przyszłości, którą sobie wymarzyłaś. Nie tylko tych momentów, które wyglądają imponująco z zewnątrz, lecz również tych cichych, które być może zauważasz wyłącznie Ty: postawienia granicy, odejścia od czegoś, co Ci nie służyło, rozpoczęcia czegoś nowego, przetrwania trudnego czasu albo zwyczajnego poczucia, że po raz pierwszy od dawna jesteś naprawdę blisko siebie.
Wiem, jak trudno skupiać się na tym, co nam wyszło, co się nam udało i co w sobie doceniamy, zamiast bez końca analizować własne porażki, zamartwiać się przyszłością albo rozpamiętywać rzeczy, których nie możemy już zmienić. Sesja zdjęciowa dla przyjemności może być jednym ze sposobów, żeby tę uwagę świadomie odwrócić i przez chwilę zobaczyć siebie nie jako projekt do poprawy, lecz jako kobietę, która już teraz ma za sobą całą historię wartą opowiedzenia.

Sesja zdjęciowa może być doświadczeniem, które coś w Tobie porusza
Udział w sesji zdjęciowej może stać się prawdziwie oczyszczającym i uzdrawiającym doświadczeniem, iskierką rozpalającą bardziej pozytywny, karmiący mindset. Nie dlatego, że kilka godzin przed aparatem magicznie rozwiąże wszystkie problemy z samooceną czy sprawi, że nagle pokochasz każdą część swojego ciała. Tego nie chcę Ci obiecywać.
Zmiana może wydarzyć się znacznie subtelniej, w sposobie, w jaki przez chwilę pozwalasz sobie być widzianą, w doświadczeniu własnego ciała bez ciągłego oceniania go, w poczuciu, że ktoś patrzy na Ciebie z zachwytem i nie szuka tego, co należałoby poprawić. Czasem właśnie takie doświadczenie zostaje z nami znacznie dłużej niż same fotografie.
Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego niektóre klientki wracają na kolejne sesje?
Nie chodzi (tylko) o piękne, magiczne portrety na których czują się na boginie. Spojrzenie na siebie przez moje oczy, zobaczenie siebie jako dzieła sztuki potrafi być uzależniające! Jesteś totalnie niesamowita, z całą swoją historią, ze swoimi myślami, marzeniami, obawami, pomysłami.
Oczywiście, pragnę rozwijać mój biznes i przyciągać nowe klientki, ale promocja samoakceptacji poprzez fotografię wśród kobiet to moja misja wypływająca prosto z serca.
Sesje buduarowe, które wykonuję, to magiczny mikroklimat, gdzie jesteś akceptowana i podziwiana dokładnie taka jaka jesteś. Nic nie musisz, wszystko Ci wolno. Możesz rozebrać się z oczekiwań społeczeństwa, rozładować stres i napięcie, znaleźć ukojenie w byciu obecną w swoim ciele i w samym procesie. Sesja zdjęciowa to naprawdę proces bliski pisania do siebie wiersza lub listu miłosnego. Listu, w którym czule przekonujesz, że jesteś ważna, wartościowa i w pełni akceptowana.
Tutaj nie musisz niczego udowadniać
Moje sesje to magiczny mikroklimat, w którym jesteś akceptowana i podziwiana dokładnie taka, jaka jesteś. Nie musisz przychodzić z idealnym ciałem, gotowym pomysłem na pozowanie ani przekonaniem, że dobrze wyglądasz przed obiektywem. Nie musisz wcześniej schudnąć, nauczyć się pozować ani czekać na moment, w którym wreszcie poczujesz się wystarczająco pewnie.
Nic nie musisz, wszystko Ci wolno.
Możesz rozebrać się z oczekiwań społeczeństwa, rozładować stres i napięcie, znaleźć ukojenie w byciu obecną w swoim ciele i w samym procesie. Być zmysłowa, delikatna, odważna, zabawna, tajemnicza, dzika albo zupełnie nieokreślona. Możesz pozwolić sobie na tę wersję siebie, która na co dzień nie zawsze ma przestrzeń, żeby dojść do głosu.
Sesja zdjęciowa dla przyjemności staje się wtedy czymś w rodzaju zatrzymania czasu. Kilka godzin, podczas których nie musisz być dla nikogo mamą, partnerką, pracowniczką, córką, szefową ani osobą, która pamięta o wszystkich rzeczach do zrobienia. Możesz po prostu pobyć ze sobą i sprawdzić, jak to jest, kiedy cała uwaga przez chwilę kieruje się właśnie tutaj.
Sesja zdjęciowa jako list miłosny do samej siebie
Sesja zdjęciowa jest dla mnie procesem bliskim pisaniu do siebie wiersza albo listu miłosnego. Listu, w którym czule przekonujesz siebie, że jesteś ważna, wartościowa i w pełni akceptowana.
Nie musisz czekać na wyjątkową okazję, żeby powiedzieć sobie coś dobrego. Nie potrzebujesz rocznicy, ślubu, awansu ani żadnego innego wydarzenia, które z zewnątrz nada Twojej sesji wystarczająco poważne uzasadnienie. Twoje życie samo w sobie jest wystarczającym powodem, żeby je zatrzymać, zobaczyć i celebrować.
Może właśnie dlatego fotografia kobieca tak często zostaje w pamięci na długo po zakończeniu sesji. Zdjęcia są namacalnym śladem tego doświadczenia, lecz równie ważne pozostaje to, co wydarzyło się pomiędzy jednym kadrem a drugim: chwile, w których pozwoliłaś sobie być obecną, spojrzeć na siebie inaczej, poczuć własne ciało bez ciągłej potrzeby jego oceniania i przyjąć zachwyt, który wcześniej mogłaś uważać za niezasłużony.
Może po latach spojrzysz na te fotografie i zobaczysz nie tylko piękną kobietę. Zobaczysz siebie z konkretnego momentu życia, ze wszystkim, co wtedy czułaś, czego się bałaś, o czym marzyłaś i kim próbowałaś się stać. Zobaczysz kobietę, która postanowiła nie odkładać siebie na później.
Że wszystko z Tobą w porządku.
Obserwuj mnie na Instagramie!
@emilialyonphoto
Autorka wpisu: Emilia Lyon
Fotografka buduarowa, królowa intymności. Maluje światłem i scenografią, tworząc artystyczne, intymne fotografie, których celem jest celebracja kobiecości, i naturalnego piękna.

