Fotografie inspirowane obrazem

Pamiętasz trend w czasie pandemii, kiedy ludzie z nudów, desperacji i potrzeby zrobienia czegoś kreatywnego dla odwrócenia uwagi, zaczęli odtwarzać znane obrazy? Nie można było się spotykać ani chodzić do muzeów – trend typu „mamy Botticellego w domu” porwał pół Internetu. Nie chodziło o to, by oddać obraz co do joty – tylko zaczarować tym, co już ma się w domu tak, by kadr odpowiednio się odbiorcy kojarzył. Szlafroki i kołdry stawały się królewskimi szatami, kołnierz z papieru toaletowego (pamiętamy!) robił za wyszukane kryzy, a korony składało się z folii aluminiowej.

 

Z nostalgią myślę o tych poczynaniach i rozumiem, że choć wielu politykom wydaje się, że nauka o sztuce jest zbędną fanaberią – to niezmiernie integralna część bycia człowiekiem. A kontakt ze sztuką uwrażliwia nas, uczy empatii i tego, że ludzie od tysięcy lat niewiele się zmienili – nadal się zakochują, zastanawiają nad sensem istnienia, chorują, marzą, obawiają się życia i równocześnie się nim zachwycają.

W moim atelier ten trend na odtwarzanie obrazów lub tworzenia sesji w różnym stopniu inspirowanymi dziełami sztuki sprzed wieków nigdy nie przeminął. Moje klientki nadal przychodzą do mnie z konkretnym portretem, który je poruszył, którego chciałyby być częścią i wpleść je w swoją osobistą herstorię. Uwielbiam to robić – nie kopiuję bezmyślnie i bezprawnie, jak robi to AI – tworzymy sztukę zainspirowaną sztuką – setki lat później.

 

Porusza mnie to również, bo większość obrazów malowanych było przez mężczyzn, kobiety na nich były często anonimowymi muzami, bez sprawczości ani wpływu na to, jak są konsumowane przez malującego i patrzącego. Kiedy więc spotykam się z drugą kobietą by po swojemu zinterpretować dzieło sztuki w pewnym sensie odzyskujemy je, rozbieramy je na części pierwsze. Wykorzeniamy męskie spojrzenie aplikując zamiast niego naszą kobieco-queerową soczewkę. Oddaję portretowanej muzie agencję – wpływ na swój wizerunek, moją największą wartością jest by czuła, że ma kontrolę i jest tak samo artystką w tym procesie jak ja.

Zacznę od czasu, kiedy chwilowo byłam zmuszona być swoją własną muzą – i w czasie Covidu znajoma klientka na co dzień projektująca autorską bieliznę poprosiła mnie o produktowe zdjęcia maseczek, które zaczęła szyć i sprzedawać. Jedno ze zdjęć, które stworzyłam inspirowane było Dziewczyną z perłowym kolczykiem Vermeera z 1665.

Innym projektem, który mnie poruszył było odtworzenie Portretu Teodory Matejko (z domu Giebułtowskiej) w stroju ślubnym Jana Matejki. Namalował ten obraz w 1865, tylko, by potem ze zdjęcia odtworzyć go w 1879, po tym jak sama Teodora pocięła płótno na kawałeczki w napadzie zazdrości. Odnalazła obraz Matejki „Kasztelanka”, do którego pozowała jej nastoletnia siostrzenica – Stanisława Serafińska. Matejko ukrywał przed nią malowanie tego obrazu, więc nie jestem pewna czy ta zazdrość była taka znów nieuzasadniona. Ale za z zasady jestem po stronie kobiety i rozważę dziesięć różnych opcji zanim uwierzę w rzekomą histerię czy chorobę psychiczną opisywanej kobiety.

 

Założycielka fundacji Nomina Rosae, która zleciła mi ten projekt w 2023 roku, zrekonstruowała bowiem suknię ślubną Teodory i chciała, bym sfotografowała ją w domu Jana Matejki w Krakowie. Było to wspaniałe zlecenie, myślę teraz o tym, jak poetycko psychodeliczne potrafi być życie – obraz, który został zniszczony i zrekonstruowany na podstawie fotografii 144 lata później staje się ponownie fotografią.

Kolejnym obrazem, który zainspirował moją klientkę na tyle, by zgłosić się do mnie była Venus Verticordia Dante Gabriel Rossetti circa 1864-1868. Tytuł z łaciny oznacza Wenus, zmienniczkę serc – miała bowiem swoją boskością pomagać zmieniać kobiece serca na bardziej cnotliwe. Męskie serca natomiast według samego Rossettiego zmieniać miała z wiernych na pełne żądzy (eye roll). Na obrazie bogini z burzą rudych włosów, skąpana w kwiatach, w jednej dłoni trzyma złote jabłko a w drugiej strzałę zwróconą ku własnemu sercu. Wizualnie uwielbiam obrazy prerafaelitów i trudno mi się im oprzeć.

 

Natomiast dziś czytając o nich uważam ich za utalentowanych, choć klasycznych, dziadersów. Modelką do obrazu była urodziwa kucharka, którą malarz zauważył na ulicy, twarz Wenus postanowił potem podmienić na, w jego mniemaniu, „szlachetniejszą”, należącą do modelki Alexy Wilding. Czuję jakąś niezgodę na rozczłonkowywanie i uprzedmiatawianie kobiet w ten sposób, by namalować ją potem w dość erotyczny sposób, by konsumowali ją inni mężczyźni. Trochę jak „zbuduj swoją AI dziewczynę” – według własnych wytycznych, bez swojego zdania, zlepek tysiąca zdjęć i ilustracji skradzionych innym artystkom. Choć dość krytycznie to wszystko brzmi – czułam dużą przyjemność tworząc nasza wersję obrazu – i uważam, że moja klientka wygląda na nim magicznie.

Pisząc o Wenus – wspomnę też o Narodzinach Wenus Botticellego (1484-1486) – do którego regularnie nawiązuje w swoich sesjach. Jego bogini mieściła się w konwencji Venus Pudica – czyli wstydliwej Wenus, która zakrywała swoje łono, próbowała zasłonić też często piersi, w rzeczywistości przyciągając do nich często uwagę. Nawiązując do tego obrazu staram się pamiętać, że nawet w czasach jego postawania kobiety Renesansu odbierały go jako niedościgniony i trudny do osiągnięcia kanon urody. Chcę, by moje klientki nie zakrywały się ze wstydem, tylko raczej burleskową przekorą. By z ich języka ciała i wyrazu twarzy dało się wyczytać, że pokazują i zakrywają dokładnie tyle, ile mają ochotę. I patrzą na patrzącego z taką samą sprawczością i pewnością siebie, nawet z rodzajem wyzwania w oczach. Mam nadzieję, że da się to wyczytać z moich prac.

Mam jeszcze wiele takich inspiracji i historii. Zamierzam powolutku tu je przytaczać – patrzenie teraźniejszymi oczami na twórczość z przeszłości (zarówno innych osób artystycznych jak i swoją) wzbudza we mnie mnóstwo refleksji przyprószonej nostalgią. Czy masz ulubiony obraz, którym chciałabyś zainspirować się na sesji?

 

Opisuję swoje sesje jako „malarskie”, bo sztuka jest mi niezwykle bliska, obcuję z nią, czytam o niej, analizuję życiorysy osób, które ją tworzyły i odbierały. Głęboko wierzę, że jestem właściwą fotografką, by pomóc Ci stworzyć artystyczny dialog między Tobą a dziełem sztuki, które Cię porusza. Zachwyćmy się nim razem.



Autorka wpisu: Emilia Lyon

Fotografka buduarowa, królowa intymności. Maluje światłem i scenografią, tworząc artystyczne, intymne fotografie, których celem jest celebracja kobiecości, i naturalnego piękna.