
Złość piękności szkodzi. O gniewie.
Gniew to grzech, którego kobiety uczą się bać od najmłodszych lat
Sama dorastając często słyszałam: „Złość piękności szkodzi.” „Pokorne ciele dwie matki ssie.” „Co taka naburmuszona, uśmiechnij się!” Uczy się nas, że złość jest czymś brzydkim, niekobiecym, że niszczy relacje i odpycha ludzi.
Jak tłumimy własny gniew?
W końcu z marszu tłumimy własny gniew tak odruchowo, że w końcu przestajemy go nawet rozpoznawać. Zamieniamy go na smutek, lęk, wstyd. Chowamy go pod powierzchnią, aż zaczyna działać przeciwko nam – w postaci napięcia w ciele, bólu głowy, chronicznego zmęczenia, miliona somatycznych dolegliwości. Sama od lat mam pozornie „bez przyczyny” problemy z tarczycą, migreny, chroniczne bóle brzucha. Brzmi znajomo?
Może powiesz, że się powtarzam, ale znów muszę zwrócić Twoją uwagę na nierówności w traktowaniu kobiet i mężczyzn, jeśli chodzi o wyrażanie emocji. Mężczyzna, który się złości, jest stanowczy. Kobieta – histeryczna. On walczy o swoje. Ona robi aferę. Od dziecka jedyną emocją, którą chłopcy mogą swobodnie odczuwać, jest właśnie gniew. Zawstydza się ich za smutek czy zbytnią emocjonalność. „Nie becz jak baba” słyszą, a w konfliktowych sytuacjach mają „oddać ze zdwojoną siłą” żeby wygrać bójkę.

Przemoc? Normalna sprawa
Zauważmy też sposób w jaki trenujemy dziewczynki by pozwalały na przekraczanie swoich granic. Ze szkoły pamiętam ciąganie za włosy, nacieranie śniegiem i inne tego typu aktywności będące bagatelizowane i kwitowane zgrabnym „kto się lubi ten się czubi”. Na problematycznie okazywane zainteresowanie chłopców mamy nawet nazwę „końskie zaloty”, czyli brutalne, niestosowne, ale generalnie normalizowane. Czasem nawet słodkie! Uczymy się, że kiedy ktoś czuje do nas sympatię może okazjonalnie też nas krzywdzić i nie ma co się na to obrażać.
Na szczęście coraz mniej już każe się dzieciom całować, przytulać czy siadać na kolanach ciociom, dziadkom i wujkom. Zaczynamy rozumieć, że dziecko to odrębny człowiek, a nie własność rodzica – nadal jednak powielamy krzywdzące obie płcie wzorce na których sami dorastaliśmy.
Piszę to wszystko z doświadczenia jako osoba dorastająca w ciele AFAB (socjalizowana do robi kobiety) – jestem bezdzietna z wyboru. Nie zamierzam udzielać rad na temat wychowania dzieci – bardziej interesujesz mnie Ty i Twoja wewnętrzna dziewczynka. To o niej myśl, kiedy rodzina, przełożony, klient, czy osoba partnerska przekracza Twoje granice. Czule ją przytul…i się zezłość.
Historia histerii
Historycznie, kobiety, które wyrażały gniew, były diagnozowane jako „histeryczne”. Zdaniem Hipokratesa, histeria była wędrówką macicy, która – wysuszona – przemieszczała się w okolice wątroby w poszukiwaniu wilgoci. Co gorsza, po dotarciu do serca powodowała u kobiet zawroty głowy i ataki niepokoju. Sposobem na te dolegliwości miał być seks, a w późniejszych wiekach terapię cierpiących na histerię kobiet wzbogacono o masaże wodne, jazdę konną lub manualną stymulację, prowadzoną przez lekarza. Doprowadziło to w końcu do wynalezienia wibratora. Innym rozczulającym sposobem leczenia tej przypadłości – jak podkładanie słodkości pod kobiece krocze, by zwabić zagubioną macicę z powrotem w miejsce docelowe.

Nie zawsze jednak było tak słodko. W XIX wieku „histeryczki” zamykano w szpitalach psychiatrycznych, poddawano elektrowstrząsom i przymusowym terapiom, by nauczyć je uległości. Wierzę, że nosimy w sobie te historie, mieszkają w naszych kobiecych ciałach, jak i cała masa innych traum międzypokoleniowych. Niby mamy to za sobą, ale jeszcze dwa lata temu w redakcji znanej gazety pewien producent rzuca „Niedor*chana jest!” i cała sala wybucha śmiechem, tak ich rozbawia ten pogardliwy żart. Rzuciła też mi się w oczy rzekoma „prawda stara jak świat” że „kobieta która jęczy w nocy w dzień nie warczy”. Co poczułaś czytając to? Zażenowanie, wstyd, frustrację, bezsilność? Myślę, że czas trochę się wk*rwić.
Co, masz okres?
Kobieta, która się nie złości, jest wygodna. Kobieta, która się nie buntuje, nie zmienia świata, statusu quo. Gniew jest jedną z najbardziej żywych, energicznych emocji. Jest informacją: coś jest nie tak. Przychodzi wtedy, gdy nasze granice są naruszane, gdy czujemy się niesprawiedliwie traktowane, gdy dzieje się coś, na co nie chcemy się zgodzić. Zauważ, jak bardzo próbuje się go kobietom odebrać. Kiedy mężczyzna mówi ostrym tonem, ma „charyzmę”, jest stanowczym liderem. Kiedy kobieta podnosi głos, jest „agresywna” lub „zbyt emocjonalna”, Kiedy on uderza pięścią w stół, jest „zdeterminowany”, „pasjonat”! Kiedy ona mówi stanowczo, jest „toksyczna”. Albo po prostu ma okres.
To nie przypadek. Społeczeństwo nie chce, żebyśmy czuły się wystarczająco silne, sprawcze, by coś zmienić. Nastawia nas przeciwko sobie nawzajem, każe rywalizować o mężczyzn, wmawia nam, że jesteśmy niewystarczające. Wszystkie dostępne zasoby – czas, pieniądze, nasze myśli – poświęcamy wtedy na to, by być jak najpiękniejsze, najmłodsze, najgładsze. To droga donikąd.

Jak się uwolnić?
Znajdź bezpieczne miejsce na wyrażanie gniewu
Czy to w rozmowie z kimś zaufanym, czy w samotności – daj sobie prawo do tej emocji. Możesz pisać dziennik gniewu, krzyczeć do poduszki, walić pięściami w materac, tańczyć, biegać. Znajdź sposób, który Ci pasuje. Używaj ciała – jeśli Twoje ciało napina się, gdy tłumisz gniew, spróbuj się poruszać. Poczytaj o metodach Lowena i Jacobsona – to ciekawe metody połączenia się ze swoim ciałem i pracą nad jego rozluźnieniem.
Spróbuj też kreatywności, malowania, fotografii, lepienia – kobiety od wieków lokują niewypowiedziane emocje w swojej sztuce.
Przestań się bać, że ktoś nazwie Cię „trudną”
Kobiety są wychowywane w przekonaniu, że powinny być łatwe w obsłudze – miłe, ugodowe, grzeczne. Każda oznaka asertywności czy sprzeciwu często spotyka się z reakcją: „Nie przesadzaj”, „Jesteś przewrażliwiona” – sama słyszałam to całe życie. Ludzie, którzy korzystają na Twojej uległości, nie polubią Twojego gniewu. Ale czy naprawdę chcesz być akceptowana kosztem własnych granic? Czasem bycie „trudną” jest jedynym sposobem, by pozostać wierną sobie i swoim wartościom.
Ucz się rozpoznawać momenty, w których gasisz własny gniew
Za każdym razem, kiedy czujesz, że coś Cię denerwuje i od razu próbujesz to zracjonalizować, zbagatelizować, przełknąć – zatrzymaj się. Może to być reakcja tak automatyczna, że nawet nie zauważasz, kiedy się dzieje. Pozwól sobie poczuć tę emocję.
Zapytaj: dlaczego tak się czuję? Co w tej sytuacji mnie złości? Co robię z tym gniewem? Czy mówię o nim otwarcie? Czy wmawiam sobie, że to nic takiego? Czy przerabiam go na smutek, frustrację, poczucie winy? Czy próbuję się usprawiedliwiać?
„Może przesadzam.” „Może nie powinnam tak reagować.” Jeśli zaczynasz wątpić w swoją reakcję, prawdopodobnie właśnie gasisz swój gniew. A zwykle masz do niego pełne prawo.
Gniew to nie koniec świata. To początek zmian.

A co, jeśli gniew może być piękny?
Ostatnio kobiety, które przychodzą do mnie na sesję, mówią mi: „chciałabym być boginią/wojowniczką/złą królową/mroczną czarownicą/syreną”. Widzę to pragnienie połączenia się z wewnętrzną siłą, determinacją. Z surową, nieokiełznaną energią, która sprawia, że nie zgadzasz się na mniej, niż zasługujesz.
Przygotowując taką sesję sama doznaję pewnego rodzaju katharsis, mój wewnętrzny female rage (kobiecy gniew) czuję wtedy jako karmiący, łączący nas razem, uwalniający. Niszczący tylko wstyd i wyuczoną uległość.
Złość w oczach, dumnie uniesiona broda, pragnienie zemsty za krzywdy nawet – to wszystko może być i jest piękne. Może czas przestać się obawiać się tej wersji siebie?
Kobiecy gniew zaczyna rozkwitać
Czuć go w każdym zakamarku kultury i sztuki. Filmy o mszczących się bohaterkach, gniewne ballady viralowo opanowujące Tiktoka, pełne furii i turpizmu obrazy. surowych. Gniewna sztuka to sztuka, w której kobiety nie muszą być już tylko eteryczne, delikatne, budzące się w pełnym makijażu, pytające głównego bohatera całe zagubione „jaki jest plan?!”. Mogą być dzikie, intensywne, surowe, brzydkie, brutalne.
Przez wieki próbowano ten gniew nam odebrać i go wymazać. W trudnych chwilach przywołaj muzy kobiecego gniewu. W mitologii gniewne skrzywdzone kobiety zamieniano w potwory – Meduza, Lilith, Hekate. Arachne, Lamja, Chimera, Scylla. W głowie przepisuję teraz na nowo historie tych kobiet – które przez utartą patriarchalną narrację już wtedy nie mogły zostać bohaterkami. Stały się jedynie przestrogami.
Biblia kreuję kobietę jako uosobienie grzechu
Ewa która swoim buntem skradła ludzkości życie wieczne, Maria Magdalena, którą z najlepszej uczennicy (i być może partnerki) Jezusa duchowni uczynili pracownicę seksualną i symbol wszystkich siedmiu grzechów. Jest też Dalila zdradzająca Samsona, Herodiada żądająca głowy Jana Chrzciciela. Bardzo polecam książkę Soni Kiszy „Histeria Sztuki”, która piszę o tym więcej.
Obok nich były też inne gniewne herstorie. Kali, bogini zniszczenia i odrodzenia. Sekhmet, egipska bogini wojny i zemsty. Boginie zemsty i sprawiedliwości – Erynie w mitologii greckiej i Furie w mitologii rzymskiej. Jest też Pele – hawajska bogini wulkanów, gniewu i stworzenia. Morrigan, irlandzka bogini wojny, często pojawiała się na polach bitew jako kruk, przynosząc zarówno śmierć, jak i zwycięstwo. Większość z tych złośnic (odzyskajmy to słowo szydzące z kobiecej emocjonalności) miało wspólny mianownik – chaos, nieprzewidywalność i swoiste oczyszczenie – gniew który odnawiał i początkował nowy, lepszy etap.
Gniew wraca. I zamiast go tłumić – uczymy się go oswajać, celebrować.
Dziś odzyskujemy tę część siebie. W sztuce, w muzyce, w literaturze, w mediach społecznościowych i popularnej świadomości. W ruchu #Metoo, zmianach w prawie, odzyskiwaniu herstorii artystek, ale też kobiet wcześniej zapomnianych – jak w książce „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak. W naszych spojrzeniach, które mówią coraz śmielej: „Nie, nie zgadzam się. I nie zamierzam być cicho.”