
Ona, ja i to uczucie, którego nie chcemy nazywać. O zazdrości.
Zazdrość – naprawdę taka „kobieca”?
Zazdrość to chyba najbardziej stereotypowo „kobiecy” grzech. Ile razy słyszałaś, że kobiety naturalnie rywalizują ze sobą? O uwagę. O wygląd. O mężczyznę. O pozycję w firmie. O lajki. A co, jeśli ta „naturalność” to mit? Co, jeśli zazdrość to nie nasza wada charakteru, tylko kulturowy system zarządzania kobiecą energią? Mechanizm, który zamiast nas łączyć i wzmacniać – dzieli.
Zazdrosne boginie i wredne królowe
Patriarchat chętnie opowiada historie o „zazdrosnych kobietach”. Od mitów o rywalizujących boginiach po współczesne reality shows – wszędzie ten sam scenariusz: kobieta kontra kobieta. Nawet nowa ekranizacja Śnieżki serwuje nam po raz tysięczny opowieść o macosze, która nie może znieść urody i młodości innej kobiety. Mamy więc potężną czarodziejkę, która, zamiast robić rewolucję czy zmieniać świat, poluje na piekącą ciasta nastolatkę ukrywającą się w lesie z krasnalami.
No błagam.
To narracja, która od wieków mówi nam: „Jeśli ona świeci, ty gaśniesz.” Ja nie chcę już w to wierzyć. Wiele razy słyszałam od spotykanych kobiet, że lepiej dogadują się z mężczyznami, że z nimi nie ma dramatów i wbijania sobie szpilek. Że mają z facetami więcej tematów, bo kobiety tylko plotkują o paznokciach i ciuchach. Jeśli to Ty, nie oceniam – zapraszam Cię tylko do spojrzenia z ciekawością na te poglądy i ich źródło. Ja przyznam, że zradykalizowałam się w drugą stronę, kiedy tylko mogę zatrudniam wyłącznie kobiety przy wspieraniu mojego biznesu i przyjaźnię się też głównie z nimi.

Zazdroszczę, ale działam
Nie znaczy to, że nie bywam zazdrosna. Na początku troszkę udawałam, że nie jestem, że oglądanie kobiet atrakcyjniejszych, młodszych, bogatszych, bardziej przygodowych i biznesowo ogarniętych… mnie nie rusza. Że „community over competition” i wcale nie czuję do żadnej z nich paradoksalnej wrogości czy zirytowania. Ale tak bywa. Jest to zakorzenione głęboko w tym jak sama akurat postrzegam siebie, jakie mam poczucie własnej wartości, jak bardzo martwię się akurat o powodzenie mojej marki albo nową zmarszczkę na twarzy.
Kolejnym etapem, przez który przechodziłam było odcinanie się i nie obserwowanie kobiet, które triggerują mnie tym, jak super im idzie w dziedzinie, na której mi zależy. Ale w gruncie rzeczy to też nie idealne rozwiązanie – bo nie miałam wtedy wcale szansy przyjrzeć się temu, dlaczego akurat ta osoba mnie porusza w ten sposób, co takiego robi lub posiada, czego ja sekretnie pragnę? I dlaczego właściwie, zamiast kisić w sobie tę niechęć nie pójść w kierunku, w którym ona podąża?
A co, jeśli zazdrość jest lustrem?
Zazdrość może być trudna. Nieprzyjemna. Czasem paraliżująca.
Ale może też być kompasem.
Kiedy czujesz zazdrość – zamiast się za nią wstydzić i sobie wyrzucać niesiostrzeńskie myśli – zapytaj:
Czego pragnę?
Czasem zazdrość nie jest o drugą osobę, ale o to, że sobie na coś pozwoliła. Na luz. Na odwagę. Na bycie widoczną i podjęcie ryzyka.
Zazdroszczę czasem innym fotografkom. Ich nietuzinkowego stylu. Ilości klientek. Zaangażowanych, oddanych społeczności. Swobody z jaką wymyślają nowe rolki i pokazują się na nich.
Ale wiesz, co mi to mówi? Że wciąż we mnie jest głód. Potrzeba rozwoju. Pragnienie ekspresji. Pragnienie sukcesu, na moich warunkach. Czyli pracy, która przychodzi z lekkością i poczuciem, że to co robię, jest ważne.
Mówi mi to też, że ta zazdrość to nie powód do wstydu, tylko do działania.
A uwierz, że nie jest to wiadomość, która mocno mnie cieszy! Jestem z natury ostrożna, introwertyczna, cenię bezpieczeństwo i stabilizację. Próbowanie nieznanych rzeczy i pokazywanie światu moich wewnętrznych światów nie przychodzi mi łatwo. Porównywanie się i syndrom imposterki też czasem chciałabym skończyć olewczym: „rzucam to, i tak nigdy nie będę taka świetna/kreatywna/utalentowana/wytrwała/zabawna etc jak ona”.
Jednak, coś sprawia, że wracam wciąż i wciąż. Czy wiesz, co mam na myśli?

Porównywanie się a sesje zdjęciowe
Wydaje mi się, że wiesz. Często bowiem słyszę:
„Twoje klientki są takie piękne”
„Nigdy nie będę tak wyglądać”
„W życiu nie zapozowałabym z taką swobodą, będę sztywna jak drewno!”
„Najpierw muszę… (wstaw: schudnąć, zapuścić włosy, ogarnąć skórę, mieć lepszy nastrój, pewność siebie, znaleźć partnera, cokolwiek).”
To porównywanie potrafi odebrać całą radość z marzenia o sesji. Zazdrość działa jak cichy hamulec:
„Jeśli nie wyglądam jak ona, to nie mam prawa czuć się piękna/seksowna.”
Każda z nas zasługuje na uwiecznienie swojej opowieści. Nie musisz wyglądać jak ktoś inny. Wystarczy, że jesteś sobą. Wiesz, jak poruszające jest zobaczyć kobietę, która przestaje się porównywać i zaczyna po prostu być? Osadza się w sobie, uziemia, jest w pełni obecna. To cielesne udomowienie czasem mija po sesji, gubi się w codziennej rutynie – ale wiesz, że to możliwe i możesz wracać do tego uczucia.
Jak się uwolnić od porównań?
Zazdrość nie musi być powodem do wstydu, czy potępiania innych kobiet. Może być początkiem zmiany.
Pocieszał Cię ktoś kiedyś mówiąc: „Nie przejmuj się, ona jest na pewno o Ciebie zazdrosna”? To prawda, może ta kobieta, która podkłada Ci kłody pod nogi w biurze albo jest niemiła pozornie bez powodu istotnie jest zazdrosna o coś, co Ty masz a czego jej brakuje. Mam nadzieję, że po tym, co napisałam z większym zrozumieniem i empatią podejdziesz to tego zagadnienia – u siebie i u otaczających Cię kobiet.

Wskazówki, które pomagają mi – może Tobie też:
Kiedy czujesz zazdrość, zamiast się karcić w myślach, zapytaj:
Co takiego ona ma, czego ja też pragnę – i dlaczego myślę, że nie mogę tego mieć?
Przestań wierzyć, że sukces innej kobiety odbiera coś Tobie.
Sukces to nie tort, który znika po siódmym kawałku. Wiem, że ciężko pracowałaś, by być w miejscu w którym jesteś. Może być nieswojo patrzeć, że kolejna kobieta ma już trochę łatwiej. To pułapka patriarchatu i trwaniu w poczuciu permanentnego braku (scarcity mindset) – może sprawić, że podejmiesz decyzje oparte o desperację, a nie zdrowy rozsądek i fakty.
Celebruj inne kobiety, zamiast się do nich porównywać.
To nie znaczy, że zawsze musisz czuć się komfortowo. Możesz natomiast poczuć się wolna. . Bo ciągły mętlik w głowie i gonitwa myśli o tym, że komuś idzie dużo lepiej niż Tobie i nie ma co nawet zaczynać… to okropnie przytłaczające. W feminizmie chodzi o to, żeby nam wszystkim było dobrze – szczególnie tym innym od nas samych. Kobietom bezdzietnym z wyboru i tym z dziećmi, artystkom, przedsiębiorczyniom, żonom, lesbijkom, kobietom w kryzysie bezdomności i seksworkerkom. Wierzącym i ateistkom. Seniorkom i nastolatkom. Różnijmy się pięknie.
Przestań umniejszać swojej pracy.
Nie musisz niczego udowadniać ani sobie, ani otoczeniu. U mnie to powoli przychodzi z wiekiem, na szczęście coraz mniej mnie ogranicza opinia innych. Nadal jednak żyjemy w społeczeństwie i trudno czasem iść swoją ścieżką, zwłaszcza taką nieprzetartą.
Przestań przepraszać za to, że chcesz dobrze zarabiać.
Kobiety bogate to kobiety pewne siebie i z poczuciem bezpieczeństwa. To kobiety wolne, które poradzą sobie w każdej sytuacji i z każdej sytuacji mogą się ewakuować (przemocowy partner, mobbing w pracy etc). Kobiety bogate to też kobiety decyzyjne – a czuję, że na świecie przydałoby się więcej kobiecych głosów i opinii. Zarabiamy nadal mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, z wielu powodów, do tego jesteśmy obarczone ogromną niewidzialną pracą w domu. Uwierz więc, że to co robisz, jest istotne i wartościowe. Zasługujesz, by być godnie za to wynagradzana.
Patrz na kobiety wokół siebie. I doceniaj je. Na głos. Zrobisz im dzień, obiecuję!
„Twoja praca jest ważna.”
„To co robisz, zmienia świat.”
„Widzę, jak bardzo się starasz.”
A może dziś powiesz to też sobie?
Zasługujesz na uznanie. Zasługujesz na widoczność.
Zasługujesz też na portret, który pokazuje Ci to wszystko, co w Tobie unikalne i niezwykłe.
Jeśli chcesz spojrzeć na siebie inaczej, i z czułością – napisz do mnie. Zróbmy portret, którego sama sobie pozazdrościsz!